Premier Donald Tusk uważa, że Rosjanie "mieli najwyraźniej prikaz", by jego delegacja dotarła wcześniej na miejsce katastrofy prezydenckiego TU-154M, niż delegacja z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.
- Byliśmy świadomi, że Rosjanie robią wszystko, żeby ta oficjalna delegacja z moim udziałem była pierwsza. Nawet jadący ze mną minister Graś zwracał uwagę obsłudze, kierowcy, rosyjskiemu oficerowi ochrony, który siedział w naszym samochodzie, żeby zwolnili, żebyśmy razem dojechali z tą grupą Jarosława Kaczyńskiego. Ale Rosjanie nie reagowali - relacjonował Tusk.
Te pisowskie oszołomy i ich teorie spiskowe. Że niby rosjanie wolno jechali, by Tusk był pierwszy na lotnisku. I jeszcze ten Kaczyński, na cholerę on coś takiego mówi?! Jacyś świadkowie byli - nie, nikt nie uwierzy w takie oczernianie i granie na emocjach. Że sobie zbijali polityczny kapitał? Ha! Kto w coś tak głup... a, przepraszam, nie zauważyłem podpisu. Skoro pan premier mówi, że tak było, to jest oczywiste, że tak właśnie było. I nie ma w tym nic dziwnego, czy zabawnego, normalna sprawa.
PS. Wiozą premiera innego państwa i nie reagują na to, co ten mówi? Oj tam, oj tam, pewnie polskiego nie znali.Nigdy nie rozumiałem dlaczego ludzie nie wierzyli Jarkowi w tym temacie. Dwa razy zostałem nazwany pisiorem, gdy poruszałem ten temat rok temu. Cóż, jaki płemieł, taka polityka.
i0
- 10 kwietnia 2011 11:46:44
!Ona (0/0)