Wpis w stylu Artura Andrusa.
Błąd, korekta. Tytuł w stylu Artura Andrusa.
Będąc osobą konserwatywną, szukającą stabilności w świecie nieuchronnie pewnej niedynie jedynie niepewności, nie dziwnym jest fakt niemal trzyletniej, nieprzerwanej użyteczności esencjalnej części oprogramowania. Pół roku odległe zdarzenie, zupełnie nierelewantne do zamierzeń i brzemiennego skutku, jest powodem reorganizacji ze stanu uczniowskiego pejzażu w stany cinkciarskiej siódemki i mobilności.
Przepraszam, ten wpis miał traktować o tym, że zainstalowałem svn'a wraz win7, przez co jestem non stop zaskakiwany "inteligencją", która zgaduje co chciałem zrobić. Magia podpowiedzi, która otacza mnie ze wszystkich stron, facebook podpowiadający mi znajomych niemających związku z moimi znajomymi, a jednak będących mi znanymi; siódemka odpowiadająca na moje próby włączenia Inkscape'a poprzez przytoczenie mi notatnika z listą programów do zainstalowania, jeszcze nie wykonana - jest ponad moje siły. Jestem stary i choć wiem, jak proste algorytmy zastosowano, wciąż wyglądają one jak magia z moich snów, gdy marzyłem o łatwości użytkowania systemu. Stary i zawstydzony, gdyż stało się to bez mojego zaangażowania. Jedyne, co mogę teraz zrobić? Dokończyć to co zacząłem i sprawić (nie "mieć nadzieję"), że przywróci to utraconą w moich oczach wartość własną.
Wpis sponsorowany przez słowo pornoseptuagenarian.
!Ona (0/0)