Istnieje trasa, dzięki której suchą nogą można przejść dookoła świata. Nie jest przesadnie trudna, wymaga jednak cierpliwości, gdyż z uwagi na wąskość górskich traktów, nie można przejechać tamtędy samochodem. Kilka lat temu wyruszyłem na wędrówkę tą trasą, właściwie bez przygotowań. Wydaje się to zabawne, nawet nie zabrałem ubrań. Po prostu, szedłem. Nie udało mi się, zaskoczył mnie śnieg, to były okolice jesieni. Jak się nazywała ta miejscowość? Nie pamiętam. Znak szczególny - wielka trasa hobbystycznej kolejki (chyba) elektrycznej i sporo zapaleńców. Wspominam o tym, ponieważ uczestniczyłem w wypadku z jej udziałem. Nieodpowiedzialność skończyła się (pun intended) wykolejeniem.
W dzisiejszym śnie trafiłem na tę trasę. Była zima, a ja ani trochę bardziej przygotowany. Symbolizmu aż nadto. Czas mija, a moje cele wciąż w oddali. Pokonany nie przez przeszkody, lecz słabości, z którymi nie chce mi się walczyć. Brak zorganizowania. Brak motywacji. Brak odpowiedzialności. Sen skończył się kolejnym wypadkiem.
!Ona (0/0)