W związku z tym, że (teoretycznie) mój rocznik opuścił mury uczelni, strona roku została przekazana pierwszemu rocznikowi. Z przyzwyczajenia (w końcu byłem na niej największym spamerem i odwiedzałem ją codziennie) wciąż sprawdzam, co tam się dzieje. Oprócz dziwnych pomysłów typu "usuńmy całą wiedzę, którą zostawiły poprzednie roczniki" czy "zamiast uploadować pliki na stronę, wrzucajmy wszystko na rapidshare, megashare itd.", pojawiają się również fragmenty tego, co nowe pokolenie robi na uczelni. Nie mówię, że my byliśmy święci. Zdarzyło się, że jedna para siadła sobie na kolanach na wykładzie i przez bite dwie godziny się lizała, ale wzbudziło to zniesmaczenie prawdopodobnie wszystkich widzów. Dziś przeczytałem, że na ostatnim wykładzie nikt nic nie rozumiał, dlatego studenci zajęli się rozmowami na inny temat, a wykładowca bez sprzętu nagłaśniającego sobie nie poradził. Na wychodne rzucili mu krótkie "ssij".
Cudowny obraz polskich studentów... nie ma co.
Trobin
- 05 marca 2009 15:28:24
wiecie jakie to jest wkurwiajace jak juz sie wstanie na ten wyklad, ba! kartke i dlugopis sie ze soba wezmie, a na sali pojawia sie kilku takich pacanow, co zamiast wyjsc z wykladu wczesniej zaczynaja gadac coraz glosniej, zagluszajac wykladowce, ktory swoja droga ma to w dupie i nie zwraca na nich uwagi opowiadajac nadal tym samym niewzruszonym tonem glosu?
anoriell - 05 marca 2009 17:04:56
> nie zwraca na nich uwagi opowiadajac nadal tym samym niewzruszonym tonem glosu
Aż się prosi o samosąd na studentach. 
remiq - 05 marca 2009 17:05:57
Problem polega na tym, że wykładowca nie jest w stanie zaprowadzić dyscypliny. Co on im może? Nie dać wpisu? Wszystkim?
i0
- 05 marca 2009 17:28:57
Zastanawiam się, czy wykładowca powinien zajmować się dyscypliną. Z jednej strony, to nie jest przedszkole, z drugiej, kto powinien dyscyplinować studentów? Moim zdaniem jest to zadanie lidera grupy, który autorytarnie uspokoi niepokornych. W ponad stuosobowej grupie powinno się znaleźć nawet kilka takich osób.
remiq - 05 marca 2009 17:37:10
Z domu szacunku na uczelnie nie przynieśli. Najwidoczniej żadnego też nie wyniosą. Studiowanie nie jest dla każdego, ale mało kto sobie coś z tego robi. Dyscyplina musi być, ale wiadomo, że za takie zachowanie nikt nikogo nie wyrzuci z murów uczelni. Więc co zrobić? Osobiście nie widziałem jeszcze studenckiego lidera na tyle charyzmatycznego, żeby własnoręcznie dał sobie radę z bydłem. Jedyne co pomagało to ,,proszę wyjść, albo was wyprowadzą, a zaliczenie z tego przedmiotu może dostaniecie w przyszłym roku'' z ust wykładowcy i świadomość, że do końca studiów jeszcze kilka spotkań z nim czeka.
i0
- 05 marca 2009 17:42:44
Metoda radzenia sobie z bydłem to dziel i zwyciężaj. Jedna osoba nie poradzi sobie z setką, ale zaczynając w grupie laboratoryjnej można stworzyć zaangażowaną mniejszość, która wpłynie na niezorganizowaną większość. Gdy niewielka grupa testuje cierpliwość wykładowcy, reszta obserwuje reakcje zarówno jego, jak i reszty studentów. Tu nie potrzeba wielkiej charyzmy, bardziej pewności siebie i wrażenia jedności. Delikwent nie ryzykuje kar cielesnych, lecz społecznych. Widzi, że jego zachowanie nie jest akceptowane przez większość (która w tym momencie nie jest zdecydowana, ale staje po stronie silniejszego w konflikcie).
Z tym, że działa to w obie strony.
remiq - 05 marca 2009 17:55:29
Co jeśli zdecydowana większość to bydło, dające w wyniku emergentną anarchię? Jedyna szansa w tym, że wykładowca ma reputację, daje radę albo trudno go nienawidzić. Inaczej przepadł.
i0
- 05 marca 2009 18:02:05
Trudno powiedzieć. Ja naiwnie wierzę, że większość dostosowałaby się do każdych warunków panujących na wykładzie. Może gdyby rozbić grupę na mniejsze części...
remiq - 05 marca 2009 18:10:34
Z moich obserwacji wynika, że wszystko zależy od wykładowcy. Są tacy, którzy sobie pozwalają na bydło na sali, zaś inni nawet nie muszą nikogo upominać - od razu widać, że nie ma co z kolesiem zadzierać i naprawdę jest spokój jak nigdy.
Zauważyłem jeszcze, że spokój jest tym większy im ważniejszy i trudniejszy przedmiot, chociaż nie zawsze.
Sławek - 05 marca 2009 18:15:58
przykre.
Aciddrinker
- 05 marca 2009 19:35:58
U mnie na uczelni było tak, że jak już naprawdę gadający ludzie z sali wkurzyli pewnego wykładowcę to robił listę obecności i zaznaczał sobie gadające osoby. Potem na egzaminie z przedmiotu dokładnie pamiętał niesubordynowanych studentów.
Krystek - 06 marca 2009 15:45:05
!Ona (0/0)