- Chodź, będzie fajnie! - powiedział mój wewnętrzny głos wynikający z braku przyjaciół. O dziwo, poszedłem.
Sylwester był organizowany przez grupę ćwiczących kendo, jak mylnie sądziłem. Wystarczyło zjawić się po wymarłej części Szczecina, cieszącej się opinią... cóż, jeśli przejeżdżając samochodem możesz oberwać kamieniem, to utrata nerki przy spacerze nie może dziwić. Ale wiadomo, coś za coś. Po półgodzinnej jeździe autobusem i tak samo czasochłonnym spacerze, dotarłem na miejsce. Przyznam, że byłem lekko zdziwiony. Kto mnie widział na imprezie, wie że nie ubieram się specjalnie strojnie. Mimo to, nie spodziewałem się, że przywita mnie tuzin chłopaków w spodniach o głębokim kroku i bluzach z kapturami. Młodszych o jakąś 1/3 mojego wieku, ale z uwagi na mój dar wiecznej młodości, nie wyróżniałem się zbytnio (chyba że strojem [a myślałem nad garniturem :P]). Oddałem żarcie do kuchni i usiadłem w pokoju. Jako że alkohol był w kuchni, tutaj siedziały tylko dwie osoby. Ogarnęła mnie chęć rozmyślania. Oto siedziałem w nieznanym domu, nie znając żadnej osoby w promieniu kilku(nastu?) kilometrów słuchając rapującego Murzyna. Przypomniało mi się, jak proponowałem Jade, byśmy znaleźli się na tego typu imprezie (propozycja, oczywiście, odrzucona). Po chwili, jeden z moich współprzesiadywaczy powiedział "Przełącz na coś innego. Wszystkie te piosenki są na jedno kopyto". Po chwili zobaczyłem na telefonie jednego tapetę , a później u drugiego inną. Koniec maskowania power levels, można wyciągać gin z tonikiem, jesteśmy w domu ;-). Co do tego drinka, któż mógł przewidzieć, że zmieszanie toniku Tesco z ginem Lidl będzie miało taki efekt? Nikt
. Potraktujmy to jako lekcję, jakby powiedział Edison, odkryłem kolejną metodę, jak nie zrobić ginu z tonikiem. PROTIP: Ten drink nie jest słodki, nie powinien być słodki, a jeśli jest słodki, coś skopałeś (co właściwie można uznać za osiągnięcie przy mieszaniu czegoś dwuskładnikowego).
Myślę, że każdy imprezowicz domyśla się, że kolejny akapit nie został zapamiętany. Z ludzi ćwiczących kendo, przyszły aż trzy osoby, między innymi Sensei. Było to dość dziwne, ten ostatni musiał się czuć podobnie do mnie z początku zabawy, tylko bardziej intensywnie. Jakby nie patrzeć, wszystkie obecne osoby miały dwukrotnie mniej lat niż on i niektórzy mogli się czuć, jakby był czyimś rodzicem. Ale, jak na senseia przystało, szybko się aklimatyzował i pewnie wypił więcej niż ja. 
Gdy słońce wstało, wyszedłem na przystanek z jednym chłopakiem z kendo i innym, który był z tej okolicy. Ten ostatni zostawił nas na przystanku autobusowym i pożegnał słowami "Jakby Was ktoś zaczepiał, mówcie, że jesteście moimi znajomymi. A jak coś, to dzwońcie, odzyskam Wasze fanty". Doprawdy, trochę inny był ten sylwester. Szczęśliwego nowego roku!
"A jak coś, to dzwońcie, odzyskam Wasze fanty" To mnie rozbiło
Ale jeżeli się podobało to pogratulować umiejętności dostosowania się do towarzystwa 
Gutek
- 01 stycznia 2009 20:36:21
!Ona (0/0)