Cztery godziny, osiem stron sprawozdania. Koszmar. Tym większy, że jest to sprawozdanie zaległe, jedno z kilku które muszę zrobić do... wtorku. No niestety, tak to już jest, jak się odwleka to, czego się nie lubi, by usłyszeć "Nie zaliczy pan tych laboratoriów." Mobilizujące? A "za dwa tygodnie będzie pan miał koło ratunkowe. Betonowe". Heh, pokłady optymizmu gdzieś zgubiłem. Byłem nawet gotów zrezygnować. No, ale... no. No chyba nie mogę.
Było kiedyś takie opowiadanie. Młody chłopak strasznie nie chciał robić rzeczy nudnych, bądź uciążliwych. Którego dnia spotkał diabła, który za jego duszę po śmierci, dał mu pilota. Badzo dobrze się złożyło, następnego dnia miał mieć klasówkę. Gdy chłopak wiedział, że musi się uczyć, albo pozmywać naczynia, wciskał guzik i przewijał ten czas. Bardzo mu się to podobało, gdyż nikt wokoło tego nie zauważał. Wszyscy twierdzili że on to robi, a wyniki były również. Przyzwyczaił się on do brania przyjemności z życia i unikania pracy. Używał pilota coraz częściej zostawiając sobie chwile przyjemności po pracy z kumplami, z żoną, gdy się nie kłócili, z wnukami... Przewijał choroby i dolegliwości. Umarł szczęśliwy. Przyszedł wtedy diabeł, zabrał jego duszę i gdy ten chłopak się obudził, okazało się, że znów jest młody, a następnego dnia ma wejściówkę. Nie było pilota. Nauczył się na trzy i... nagle zrozumiał, że jest już inny dzień, w którym musi zmywać naczynia. Musiał przeżyć wszystkie te momenty, które tak beztrosko przewijał. Wszystkie choroby, cierpienia. I miał świadomość jednego. Nie będzie już przyjemnych momentów, chwil wytchnienia. Był w piekle.
I tym oto optymistycznym akcentem żegnam Was. Do kolejnego nieprzyjemnego momentu!
Było kiedyś takie opowiadanie. Młody chłopak strasznie nie chciał robić rzeczy nudnych, bądź uciążliwych. Którego dnia spotkał diabła, który za jego duszę po śmierci, dał mu pilota. Badzo dobrze się złożyło, następnego dnia miał mieć klasówkę. Gdy chłopak wiedział, że musi się uczyć, albo pozmywać naczynia, wciskał guzik i przewijał ten czas. Bardzo mu się to podobało, gdyż nikt wokoło tego nie zauważał. Wszyscy twierdzili że on to robi, a wyniki były również. Przyzwyczaił się on do brania przyjemności z życia i unikania pracy. Używał pilota coraz częściej zostawiając sobie chwile przyjemności po pracy z kumplami, z żoną, gdy się nie kłócili, z wnukami... Przewijał choroby i dolegliwości. Umarł szczęśliwy. Przyszedł wtedy diabeł, zabrał jego duszę i gdy ten chłopak się obudził, okazało się, że znów jest młody, a następnego dnia ma wejściówkę. Nie było pilota. Nauczył się na trzy i... nagle zrozumiał, że jest już inny dzień, w którym musi zmywać naczynia. Musiał przeżyć wszystkie te momenty, które tak beztrosko przewijał. Wszystkie choroby, cierpienia. I miał świadomość jednego. Nie będzie już przyjemnych momentów, chwil wytchnienia. Był w piekle.
I tym oto optymistycznym akcentem żegnam Was. Do kolejnego nieprzyjemnego momentu!
chill out
Lobo - 04 czerwca 2007 10:27:47
!Ona (0/0)