Wstaliśmy z bólem kręgosłupa i zamiarem dostarcia na Westerplatte i do Oliwy. Ale przedtem śniadanie przygotowane przez Jade
. Niestety czajnik był współdzielony, a odległość między pokojami wynosiła dwa piętra. Poprzestaliśmy na jednej herbacie. Teraz tylko poczekać, aż dziewczyny się przygotują (koszmar
) i w drogę.
Na Westerplatte dojechaliśmy autobusami (tylko dwie przesiadki) po drodze Jade została nagrodzona za wejście na szczyt wieży z poprzedniej notki. Nagroda ponoć smakowała
.
Na miejscu zobaczyliśmy plażę (wstęp wzbroniony - informuje tabliczka) pełną ludzi, gruzy koszar(zagrożenie życia- informuje tabliczka), w których ojciec pokazywał córce "jak wygląda budynek, który może się za chwile zawalić, od środka". A przede wszystkim wielki napis "Więcej Wojny!", który (nie)stety okazał się głosić "Nigdy Więcej Wojny".
Wspieliśmy się do pomnika przez drogę otoczoną dziką różą. Mimo iż wiał wiatr, między nimi było zadziwiająco ciepło. W dodatku ten zapach
.
Kolejnym punktem programu miała być przeprawa na drugą stronę i zwiedzanie latarni morskiej. Nie znaleźliśmy przystani, więc obejrzeliśmy zabytek tylko okiem aparatu.
Szybka Kolej Miejska okazała się mieć strasznie powolne kasjerki, dzięki czemu kolejki pod kasami były odstraszające. Nas też odstraszyły. Autobus i tramwaj później, znaleźliśmy się w Oliwie. Pierwszą rzecz, jaką zauważyliśmy, była niezgodność mapy i ścieżek w parku Oliwskim.
Nie przeszkodziło nam to jednak w dotarciu do Pałacu Opatów, w którym odbywała się kolejna wystawa nt. Solidarności. A przed pałacem, jedna dziewczyna zaniosła kota na spacer. Kot wyglądał na zadowolonego.
Do skomercjalizowanej oliwskiej katedrzy udało nam się wcisnąć między chrztem, a ślubem. Cóż to był za smutek w oczach pana młodego o ciekawej fryzurze.
Zwiedziliśmy również pobliską palmiarnię. Nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia. Ogród na zewnątrz był o wiele ciekawszy. Oprócz "strzelających chwastów", które można znaleźć w Lasku Arkońskim (w Szczecinie), upolowaliśmy wiewiórkę. Po dostaniu flashem po oczach (moja wina), uciekła.
Postanowiliśmy zjeść obiad w pierwszej napotkanej knajpie. Pizzeria Margarita wydawała się być dobrym miejscem, jednak to, co miało nastąpić, mrozi mi żołądek do tej chwili. Po przyjrzeniu się pizzom, zdecydowaliśmy się na risotto z kurakiem dla Jade i K, a dla mnie i Ma spagettii z sosem pesto. Krótko mówiąc, makaron był rozgotowany, a sos... sadystka Jade potem mnie torturowała słowem "bazylia". Za to risotto smakowało jak groszek z kurczakiem. Grunt, że się najedliśmy.
Po obiedzie pobiegliśmy na autobus do oliwskiego zoo. Nie dojechaliśmy, bo był korek na drodze do zoo. Korku nie zauważyliśmy, ale... Dostałem bilet z fajnym hipciem. Niestety, bileterka urwała go i kazała pokazywać legitymacje ;-(.
Przy wejściu był wybieg dla pingwinów, co Jade radośnie skomentowała: Linuksy! A jako, że tłoczyły się wszystkie przy zamkniętej furtce, zanuciła "Mury".
Oglądaliśmy białe szpaki i papugi. Nie jestem do końca pewien, kto kogo nauczył, ale po wizycie u Gwarka, Jade wciąż powtarzała: "Łeee" i "Bleee". Gwarek robił to samo 
Przy jednej z alejek stała budka z tabliczką: "Tu mieszka prąd". Niestety, chyba się rozchorował, bo nie zobaczyliśmy.
Widzieliśmy Żbika oddzielonego od młodych. Wspinała się po kratach, a potem po sufice. Nic to nie dało
.
W klatce obok, tchórzofretka chciała popełnic samobójstwo wbiegając z dużą prędkościa na kraty. Czynność powtarzała.
Obok klatki pantery ze zdjęcia był ogródek piwno-kurczakowy. Na ławce siedział sobie leniwy, zadowolony kot, jedyne zwierze bezskrzydłe na wolności.
Przy małpach K i Ma spotkały kobietę, której zamknięto przed nosem drzwi do toalety. Na sugestię, by poszła do pingwinów, odpowiedziała: "Nie będe robiła do pingwinów!". A koło pingwinów była toaleta
.
Zmęczeni, wróciliśmy do kwatery. Jeszcze tylko kolacja przygotowana przez Jade, prysznic w łazience bez zasłonek i do łóżka.
przebrnalem
CTD - 22 sierpnia 2005 22:18:52
No to masz w nagrodę robaka: http://remigiusz.jackowski.pl/zdjecia/gdansk/1024/PICT0183.JPG
:P
remiq - 22 sierpnia 2005 22:44:34
wredny uj :P
CTD - 22 sierpnia 2005 22:58:18
Trza było nie oglądać, jak się nie podoba :>
remiq - 22 sierpnia 2005 23:00:00
ble ;>
CTD - 22 sierpnia 2005 23:00:47
"W klatce obok, tchórzofretka chciała popełnic samobójstwo wbiegając z dużą prędkościa na kraty." ==> lol
Podeslij Cejrowskiemu linka do fotorelacji (albo chociaz do fotki
). On pewnie tez od takich rzeczy zaczynal, a skonczyl w tropikalnej dzungli :P
Lobo - 23 sierpnia 2005 01:39:03
o kurde!!! ;P
nie zrobiłam zdjęcia tej latarni z promu 'Scandinavia', którym pływałam przez 2 tygodnie a właśnie przy tym nabrzeżu cumuje...
to sobie zabieram od Ciebie to foto...
i z promu był piękny widok na Westerplatte... 
zawieszona-w-przestrzeni - 23 sierpnia 2005 08:33:31
Kto to jest Morek? I dlaczego jego stać na latarnię a mnie nie? 
Aardvaark - 26 sierpnia 2005 13:37:35
A mówiłam mu, żeby poprawił :>.
Jade - 26 sierpnia 2005 21:51:03
Pająk pod kubkiem nadal żyw. Trup zwisający z sufitu nad parapetem jednak chyba trupem nie jest, bo raz zwinięty w kłębuszek (zbyt przyjemne określenie dla takiego paskudztwa), raz majta odnóżami. Pojawiło się dwóch nowych gości - jak tylko otworzyłam okno, szybkonogie ohydztwa wbiegły do środka. Jednego załatwiłam od razu przywalając mu segregatorem, który akurat był pod ręką, drugi schował się za kaloryfer. Na szczęście za jakieś kilka minut wylazł i też mu przywaliłam segregatorem - na ścianie została tylko plama, ale resztki z segregatora musiałam niestety zetrzeć chusteczką (brrr), resztki pierwszego wciąż spoczywają na parapecie. Mam nadzieję, że będzie to przestrogą dla kolejnych chętnych paskudztw. DObrze, że nikt wtedy akurat nie przechodził korytarzem, bo wiesz, jak reaguję na pająki
.
Jade - 12 września 2005 11:18:54
Dobrze im tak! Cóż, ktoś, kto przechodziłby wtedy korytarzem miałby ciekawy widok 
remiq - 12 września 2005 23:03:30
!Ona (0/0)