Trafiłem do ludzi mieszkających w wielkim bunkrze. Nie wiedziałem, co się stało z resztą świata, ani tym, jak się tam znalazłem. Wnętrze przypomiało wąskie uliczki Hongkongu, ciemne choć oświetlało je wiele neonów. Byłem studentem. Wyszedłem na zewnątrz przy pomocy fortelu, chyba nawet ktoś mi przy tym pomógł. Zobaczyłem, że przestrzeń przed bunkrem, to wielkie wysypisko żelaznych odpadów, a przynajmniej takie to robiło wrażenie. Rozległ się alarm, a na niebie zobaczyłem bombowiec. Zaczął zrzucać bomby, które ja zniszczyłem przy pomocy jakiegoś promienia, choć nie posiadałem ze sobą broni. Wróciłem do bunkra myśląc nad tym, jaką rolę będe miał odegrać w tym świecie i nagle... Zadzwoniła matka z pytaniem, czy wyłączyła gaz pod zupą. Zwykły dzień jest wrogiem wszelkiej maści bohaterów...
!Ona (0/0)