Siedzę w tramwaju, czytam "Pan Światła" R. Zelaznego, gdy słyszę kłótnię. Chłopak z dziewczyną. Odkładam książkę i podchodzę bliżej. Obydwoje nadskakują sobie nie szczędząc obraźliwych słów. Mnie to dziwi. Wygląda na typową przyjacielską sprzeczkę, tylko słowa jakieś... Jest z nimi jeszcze jedna koleżanka.
Przenieśli się na koniec tramwaju. Ona otoczyła go siedzącego ramionami. On ją od kurew. "Nie dotykaj mnie plapla" itp. Doprawdy nie rozumiem ludzi. Ona się rozbeczała i na cały autobus krzyczała, że z nimi koniec. On ją oskarżał o jakiegoś Leona, ona jego o jakąś Karolinę i inne.
Druga historia z autobusu: "Ten **** to ma rogi jak stąd (Szczecin) do Zabrza [...]. Nie mogę zrozumieć, dlaczego jest o nią taki zazdrosy. Powiedziałam jej, że na jej miejscu bym go rzuciła." Oczywiście obie wypowiedzi o tym samym facecie :>
Ech... ludzie to sobie lubią komplikować życie...
Wampirek
- 20 maja 2004 20:41:19
A ja zaatakuję tak trochę z innej strony: jakoś mi pan swiatła nie podchodzi - zacząłem go kiedyś czytać i nie tknąłem od conajmniej miesiaca.
kasprzol
- 20 maja 2004 20:54:27
Kasprzol: We wstępie pisali o socjalistycznym przesłaniu. Nie dotarłem jeszcze do tego momentu, narazie połowa drugiego rozdziału
Ale książka dobra (jak każda tego autora). Tylko ten język. Zbyt mocno stylizowany na język Koranu, Biblii itp.
remiq - 20 maja 2004 23:21:05
!Ona (0/0)