




)
– Kiedyś potrzebowałem kilku ludzi do roboty od zaraz. Proponuję, żeby przyszli, a oni na to: Coś pan, przecież dzisiaj listę w urzędzie pracy się podpisuje, i patrzą na mnie, jakbym był z matriksa. Tego dnia cała wieś ubiera się w odświętne dresy i wali tłumnie do urzędu, jak kiedyś na mszę – opowiada architekt. – Ci, którzy pracowali, robili wszystko, żeby dom jeszcze bardziej rozpieprzyć, niczego nie kończyli. Byli wściekli, bo doskonale znam wszystkie triki budowlane i nie dawałem się za bardzo robić w konia. Zmieniał systemy pracy, szukał coraz to nowych ludzi, podnosił stawki, żeby robili szybciej, ale wtedy czuli się skrzywdzeni i poszkodowani, bo dlaczego w takim razie wcześniej pracowali za niższą. Kiedy wyjeżdżał, wycinali parkowe drzewa na opał, maluchem wywieźli dwie tony węgla, a glazurę sprowadzoną z Hiszpanii brali do wykładania podjazdów w swoich obejściach.
Gdzie ja żyje...Dlatego nie cieprię socjalizmu. Człowieczeństwo, człowieczeństwem - nie mam. Nie obchodzi mnie, że kiedy pracuję, to płacę, by ktoś inny się obijał. Nawet nie jest to zapomoga, bo MU SIĘ NALEŻY. Z racji tego, że jest homo sapiens.
Nie obchodzi mnie jego rasa. Gdyby był tchórzofretką, zginąłby z głodu z takim podejściem do życia. A tak wychowuje dzieci, które będą miały taki sam stosunek do życia.
Nie znam się na ustawach o bezrobotnych. Jade mówiła, że przez pół roku od poprzedniej pracy dostaje się zasiłek. To po co stali w urzędzie tamci? Komuś się chciało pracować w urzędzie?

Siedzę w tramwaju, czytam "Pan Światła" R. Zelaznego, gdy słyszę kłótnię. Chłopak z dziewczyną. Odkładam książkę i podchodzę bliżej. Obydwoje nadskakują sobie nie szczędząc obraźliwych słów. Mnie to dziwi. Wygląda na typową przyjacielską sprzeczkę, tylko słowa jakieś... Jest z nimi jeszcze jedna koleżanka.
Przenieśli się na koniec tramwaju. Ona otoczyła go siedzącego ramionami. On ją od kurew. "Nie dotykaj mnie plapla" itp. Doprawdy nie rozumiem ludzi. Ona się rozbeczała i na cały autobus krzyczała, że z nimi koniec. On ją oskarżał o jakiegoś Leona, ona jego o jakąś Karolinę i inne.
Druga historia z autobusu: "Ten **** to ma rogi jak stąd (Szczecin) do Zabrza [...]. Nie mogę zrozumieć, dlaczego jest o nią taki zazdrosy. Powiedziałam jej, że na jej miejscu bym go rzuciła." Oczywiście obie wypowiedzi o tym samym facecie :>

"Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami, za siedmioma pustyniami, za siedmioma morzami, za siedmioma wyspami, za siedmioma odległościami jakie potrafi przebyć samochód marki (cenzura) na pełnym baku, gdzieś poza zasięgiem sieci znanych nam operatorów telefonii komórkowej było piękne małe królestwo. W tym pieknym królestwie żyła piekna macocha(królowa) z jeszcze piekniejszą pasierbicą(królewną). Oczywiście macocha uważała się za dziewiąty cud świata i nie dostrzegała tego, że jej przybrana córka jest o wiele piekniejsza. W każdym bądź razie pewnego dnia, ta starsza wzięła do ręki swój telefon komórkowy firmy (cenzura) z kolorowym wyświetlaczem, dzwonkami polifonicznymi, odtwarzaczem mp3, aparatem fotograficznym, GPRSem,GPSem, kompasem, wędką, pontonem, skuterem wodnym, samobieżną wyrzutnią rakiet, bombowcem B-2 i bomba wodorową o mocy 1000 Mt w zestawie "zrób to sam" i wstukała doń sesemesa o treści: "komóreczko powiedz przecie, kto jest najpiekniejszy w świecie??" po czym wysłała go na numer 666. Po dziesięciu minutach otrzymała odpowiedź. "Teoretycznie ty, ale ta twoja pasierbica, gdyby ją do ciebie porównać to tak jakby porównywać zgrabną sarenkę(ona) z samicą bizona(ty)". Królowa zdenerwowała się wielce na te słowa i wyrzuciłą swój telefon firmy (ponownie cenzura) za okno. Telefon leciał i leciał aż wreszcie wpadł do fosy. Został tam połknięty przez aligatora. Niestety dwa dni później biedne zwierze wyłowiono z fosy martwe. Jak widać telefony firmy (cenzura raz jeszcze) są silnie toksyczne i dorosłego aligatora zabijają w ciągu niecałych 48 godzin. Ale wracając do tematu...
Królowa zeźliła się okropnie i wygoniła Śnieżkę, bo tak nazywała się owa królewna, do lasu. Królewna błąkała się po lesie siedem dni(hmm... Jaka to ładna liczba ta siódemka ), aż wreszcie dotarła do małego domku. Złotowłosa królewna ostrożnie podeszła do okna i zajrzała do środka. Nagle spośród drzew dał się słyszeć trzask łamanej gałęzi. Śnieżka odwróciła się szybciej niż superman goniacy rozpedzony pociąg. I ujrzała coś naprawdę przerażającego. Pod drzewem leżała nieprzytomna wiewiórka(chyba raczej wiewióra, bo ciężko wiewiórką nazwac coś co rudego, ważacego 50 kg i łazącego po brzozie w poszukiwaniu orzechów), która spadając z drzewa narobiła tyle hałasu i przestraszyła biedną dziewczynę. Widząc tak dobrze odżywioną wiewiór(k)ę królewna poczuła się głodna. W domku nikogo nie było, więc postanowiła wejść do srodka i pobuszowac troche po lodówce. Wchodzi więc do środka, patrzy a tam stoi nakryty stół, a na tym stole siedem talerzy z owsianką. Jako, że była bardzo głodna bez żadnych ceregieli zaczęła próbować po kolei owsianki ze wszystkich talerzy. W pierwszym była za słona. W drugim za słodka. W trzecim za kwaśna.
- Co za idiota dodaje do owsianki śledzia w czekoladzie - pomyślała próbując z czwartego talerza. W piątym owsianka była za gorąca. Szósty talerz najwyraźniej na stół trafił prosto z ciekłego azotu przetrzymywanego w piwnicy. Siodmy talerz natomiast przypominał hamerykański poligon wojskowy służący do sprawdzania siły nowych modeli bomb atomowych. Chcąc nie chcąc musiała coś zjeść. Po tygodniowej głodówce nawet odpady z elektrowni w czarnobylu smakowały by jak kawior z dwugłowego jesiotra syberyjskiego. Po tym posiłku poczuła się lekko senna. Patrzy a tam schodki na pięterko prowadzą. Idzie więc nasz złotowłosa na stryszek a tam siedem łóżek stoi. Łóżka co prawda niewielkie ale jakby je zsunąć i położyć się na wszystkich to może się zmieścić. Tak też zrobiła i położyła się. Usnęła dosyć szybko, ale raczej zbyt dobrze nie spała. I to wcale nie dlatego że sienniki były wypchane grochem. Każde łóżko było inne. Pierwsze za twarde. Drugie za miekkie. Trzecie ciut spróchniałe zawaliło się. Czwarte wyglądało jakby przeszła przez nie 'pustynna burza'. Piąte było za wąskie i trochę uwierało w miejscu gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Szóste należało najprawdopodobniej do jakiegos masochisty, gdyż sterczały z niego długie na stopę stalowe kolce. Siódme, tym razem wodne było trochę mokre ponieważ nasza bohaterka upusciła na nie, niby przez przypadek dziesięciokilogramowy topór, który dotychczas trzymała w kieszeni. Kiedy tak słodko spała do domku wrócili jego własciciele...


!Ona (0/0)
Przyjaciele (4/5)
Kategorie
Jogger (7/7)
WIPS (3/3)
Bookmarks
Login
Zalogowano jako:
Archiwum