Autor broni pomysłu z przedszkolem słowami "Nie miała racji [przeciwniczka idei - przyp rq]. Choć parlamentarne przedszkole nie powstało, pomysł Arciszewskiej nie był ekstrawagancją. Liczba sklepów, restauracji i klubów zapraszających matki z dziećmi wzrasta." Tylko, że jest pewna różnica między Sejmem, a sklepem restauracją czy klubem. I nie chodzi mi tu o szacunek do instytucji Sejmu, ale o status posła w nim. Poseł jest pracownikiem Sejmu. Dostaje pieniądze za to, że reprezentuje naród. Do sklepu przychodzisz wydać kasę, więc nic dziwnego, że powstają takie miejsca. Chwała przedsiębiorcom, którzy pomyśleli to matkach z dzieckiem. Prawidłowa decyzja zostanie nagrodzona większymi obrotami, ilością zadowolonych klientów etc.
Ale jakoś sobie nie wyobrażam, by w hucie stali postawiono żłobek, bo kobieta, która nie może się rozstać z dzieckiem, chce je przewijać w miejscu pracy. Od tego jest urlop wychowawczy (czy tam rodzicielski). Nie, pani poseł musi uczestniczyć w życiu sejmowym. W końcu za uczestnictwa w różnych komisjach można wziąć więcej kasy, niż wynosi dieta.
!Ona (0/0)