Uczestniczyłem w szczecińskim marszu faszystów. Może z uwagi na mróz, ale żadnej łysej głowy nie zauważyłem. Pewnie poprzebierali się za młode dziewczyny, facetów z włosami do piersi i babcie w kapeluszach (za zimno na faszystowskie berety?). Wrażenia bardzo pozytywne. Zaczęło się jednym przemówieniem, a później był milczący przemarsz przez trzy ronda, aż do napotkania antyfaszystów. Wyposażeni w gwizdki i stadionowe tuby na sprężone powietrze, dumnie zagłuszali nasze nieme faszystowskie hasła. Bardzo dobrze się stało, ponieważ co po niektórzy poczuli się do odpowiedzi. Rozpoczęło się skandowanie "Wiwat Polska niepodległa", co spotkało się z jeszcze głośniejszym buczeniem. Cóż, widać nie zgadzali się z tym hasłem. Po zmianie haseł, z których najmocniejszym (i nie pasującym do święta) było "Sierpem i młotem czerwoną hołotę", jedna z nich, kobieta w średnim wieku, podbiegła do nas by wykrzyczeć swoje racje, ale mimo tego, że nikt jej nie zagłuszał, nie zrozumiałem co miała na myśli. Jak nasz korowód minął wszystkich piętnastu antyfaszystów, okazało się, że trening wokalny nie poszedł w las i dalszy marsz odbył się przy cyklicznym skandowaniu haseł o niepodległości, a także motto UPRu "Wolność Własność Sprawiedliwość". Z haseł zasłyszanych rok wcześniej w telewizji, padło "Chodźcie z nami". Tyle że wtedy ONRowcy krzyczeli tak do blokujących przemarsz, a tutaj grupa młodych chłopów krzyczała to do dwóch hojnie wyposażonych i skąpo ubranych dziewczyn obserwujących przemarsz z balkonu.
Najprzyjemniejszym elementem przemarszu były dwie ośmioletnie dziewczynki z husarskimi skrzydłami na plecach. So cute! Sto razy bardziej cieszący oko gadżet niż prezydenckie kotyliony.
!Ona (0/0)